
Samoakceptacja jest sprawą niezwykle trudną dla wielu ludzi, którzy
nieustannie potrafią wynajdywać w sobie coraz to „ciekawsze” mankamenty
figury, braki w wyglądzie czy wady w charakterze. Niesamowite, jaką
wprawę w tym mają! Trochę jest to tak, jak gdyby sprawiało im to
przyjemność – tracić tak czas na głupoty, na coraz większe zamartwianie i
dobijanie siebie, w zamian na przykład za to, by się za siebie zabrać,
żeby spróbować coś zmienić.
A czas, pamiętajmy, to „pieniądz”, czyli jest bardzo cenny, aczkolwiek
nie da się go w żaden sposób kupić. Istnieje jednak inna metoda – umieć
zacząć go organizować i wykorzystywać odpowiednio każdą jego minutę,
każdą jego sekundę, ażeby móc z czystym sercem powiedzieć o sobie, że
zrobiło się cokolwiek w kierunku pokochania w siebie. Każdy bowiem taki
przejaw aktywności jest w cenie i zawsze ma zbawienny wpływ na nasz stan
ducha. Jak pokochać siebie? Mówienie o tym, że zaakceptować swoje wady –
to już trochę nudne, aczkolwiek jest to niepodważalna prawda.
Natomiast – co można zrobić jeszcze w tym kierunku? A właściwie – jak
zaakceptować swoje wady? Przecież wady na ogół są złe i nie powinno się
ich tolerować. Otóż to! Sęk w tym, że trzeba rozpoznać te wady, które są
bardzo rażące w kontaktach z innymi ludźmi, a także te, które właściwie
zauważamy tylko my sami. Wówczas dobrze jest popracować nad tymi
pierwszymi, drugie zostawiając na później, żyjąc w przekonaniu, że one
sobie spokojnie mogą „odczekać”, aż w pełni dojrzejemy do podjęcia się
walki z nimi.
Ponadto pielęgnowanie w sobie świadomości, iż zmiana jakiejkolwiek wady –
czy to w zachowaniu, czy to w wyglądzie – zawsze będzie nas cieszyła,
ale nic się nie stanie tragicznego, jeśli osiągnięcie tego zajmie nam
troszeczkę więcej czasu. Takie właśnie podejście do sprawy jest
najbardziej właściwe i tylko takie jest w stanie zagwarantować znaczące,
pozytywne rezultaty.